poniedziałek, 22 listopada 2010

O Web 2.0

Web 2.0 to temat dawno przebrzmiały. Zdefiniowany, opowiedziany, wdrożony.  Tymczasem czy w praktyce rzeczywiście Web 2.0 zadomowiło się w szkole?  Dla jednych tak, dla innych nie. Dla tych którzy chcieliby używać, ale mają obawy opowiem o swoich doświadczeniach.

O co chodzi?
Web 2.0 to najprościej mówiąc - interaktywna część Internetu. Chodzi o serwisy, pozwalające na stworzenie czegoś, dzielenie się swoją pracą, komunikację, współżycie z innymi użytkownikami sieci.

Na moich zajęciach…
Wykorzystuję web-dwa-zerowe elementy na różnych lekcjach. Zazwyczaj mają one charakter projektowy lub eksploracyjny. Przykładowo..
Przykład 1
Zadaniem studentów jest stworzenie prezentacji w serwisie Prezi.com, a następnie umieszczenie jej na dedykowanym blogu (Blogger.com). Zadanie wymaga wyszukania informacji związanych z tematem (tu naturalnie króluje Wikipedia - Web 2.0), wzbogacenia prezentacji grafiką (tutaj ocierają się o Compfight.com, który także jest pro-Web 2.0) lub multimediami (np. YouTube).
Przykład 2
Studenci przygotowują podcast i publikują go w serwisie Mypodcast.com.  Takie zajęcia zazwyczaj zaczynają się od dyskusji, czym jest podcast (i z bólem wyznaję, że większość słowo zna, ale nie umie przypisać go do czegoś konkretnego). Kiedy już ustalimy o co chodzi (a tutaj zazwyczaj pojawia się strona Polskiego Radia) zabierają się do stworzenia własnego podcastu. I znów - Google i wyszukanie tekstów do opracowania nagrania, Findsounds.com - do wyszukania dźwięków tła. Nagrywają tekst (nieśmiałym pomaga Jacek lub Ewa z Expressivo), dodają podkład (Audacity)  i gotowe. Upload do serwisu lub na Moodle.
Przykład 3
Studenci nagrywają film i wrzucają go na YouTube. Na początku biegają z kamerą po uczelni, wymyślają sceny, improwizowane kostiumy,… Później zgrywają film z kamery do komputera i montują go w spójną całość. Dodają podkład dźwiękowy. Wysyłają do YouTube, Vimeo, TeacherTube, ImageShacks,… A przed następnym spotkaniem robimy  mini Galę Oscarową :)
Przykład 4
Do współpracy nad projektem dobrze sprawdza się zestaw od Google. Odkryłam to będąc opiekunem roku (taki niby wychowawca). Jednym z moich obowiązków było ustalenie harmonogramu zjazdów - praca żmudna i nieprzyjemna kiedy trzeba wszystko zrobić samemu. Przygotowałam arkusz w Google Docs. Nadałam uprawnienia edycji staroście i dwóm innym odpowiedzialnym osobom i było mi znacznie łatwiej. Studenci sami nanosili korekty zjazdów, dopisywali kiedy mają kolokwia, terminy oddania projektu, egzaminy. A ja miałam znacznie mniej zmartwień.
Później w podobnym dokumencie rezerwowali dla siebie tematy prac licencjackich (każdy patrząc na listę widział czy temat jest wolny, czy zajęty i ewentualnie przez kogo).
Ostatnio też w podobny sposób planowałam spotkanie Koła Naukowego.
Przy takiej współpracy dobrze też sprawdza się Google Calendar - wielu uczestników jednego kalendarza, a każdy dostaje aktualizację terminów.

I tak dalej..
Jak widać, nie jest to bardzo skomplikowane. Wymienione przykłady to głównie zadania w grupach, ale dzięki temu studenci dobrze się bawią i wzrasta ich motywacja do pracy.


Czy zastosowanie Web 2.0 wpływa na chęć uczenia się?
Tak, zdecydowanie. Studenci chętnie eksplorują sieć, łączą technologie, tworzą własne treści, dzielą się nimi. Chętniej też wykorzystują materiały budowane przy użyciu nowoczesnych technologii. Bardziej angażują się w tematykę zajęć i wykazują dodatkową aktywność także "po lekcjach". Wzrasta ich motywacja, wiara w siebie i frekwencja na zajęciach :)
Zapytałam niedawno studentów matematyki, czy komputer pomaga im w nauce, czy przeszkadza. Odpowiedziało 13 osób. 12 z nich było zdania, że komputery i Internet usprawniają  ich naukę (1 osoba uznała, że TIK wydłuża czas, jaki musi poświęcić na naukę). Naturalnie dyskutowaliśmy o tym. Początkowo nie mogli się zdecydować - z jednej strony komputery pomagają (łatwiej znaleźć materiały, wymieniać się notatkami, rozwiązać zadania), z drugiej strony przeszkadzają (łatwo rozpraszają, linka za linką odciągają od tematu). Ostatecznie jednak bez komputera nie mogliby studiować. Ponadto studenci stwierdzili, że informacje publikowane przez ich kolegów działają motywująco (opisy w komunikatorach, w mediach społecznościowych). Widząc, że ktoś się uczy, sami też się zabierają do nauki. Widząc, że ktoś poszukuje odpowiedzi do zadania, rozwiązują zadanie i dyskutują o nim.

Jeszcze innym motywującym elementem Web 2.0 jest dostępność materiałów szkoleniowych - zarówno amatorskich jak i profesjonalnych. Nie wiem jak coś zrobić - szukam. Może ktoś to opisał na forum tematycznym, może ktoś nakręcił film jak wykonać zadanie, … Zauważyłam, że studenci co raz częściej przychodzą na zajęcia z gotowymi pytaniami, lub też na bieżąco wyszukują rozwiązań postawionych przed nimi problemów.
Chociaż przy tym wyszukiwaniu niejednokrotnie dostrzegam wahanie - nie są pewni, czy podczas lekcji wolno im wyszukać odpowiedź! Czyżby nauczyciele w szkołach zabraniali im tego?

Wskazanie osobom początkującym serwisu (a może raczej usługi, innej metody wykonania czegoś), którego jeszcze nie znają także podnosi motywację i zaangażowanie. Studenci zachęceni łatwością wykorzystania nowych technologii przełamują swoisty strach przed komputerem i wykraczają poza znane dotychczas schematy.

Czy wdrożenie Web 2.0 wiąże się z dodatkowym nakładem pracy?
Trudno jest mi to ocenić, ponieważ granica pomiędzy wykorzystywaniem Web 2.0, a nauczaniem tradycyjnym bardzo się dla mnie zatarła. Przygotowując zajęcia zawsze wykorzystuję TIK – czy to na etapie przygotowywania się, czy prezentacji danych.
Myślę, że w początkowym okresie użytkowania, podczas poznawania nowego narzędzia jest to nieco kłopotliwe ze względu na dodatkowy stres – czy dana funkcja działa tak jak tego oczekuję, jak wprowadzić modyfikacje, jak kontrolować aktywności, czy uda mi się zaangażować studentów, itp.
Jeśli zaś chodzi o trudności techniczne najbardziej kłopotliwe bywa nieprzygotowanie pracowni komputerowych – brak wtyczki dla Flasha czy JavaScriptu. Kiedy korzystałam z serwisu Copmfight.com problemem okazała się także stara wersja przeglądarki, z którą serwis nie działał.
Dlatego właśnie trzeba sprawdzić czy pracownie, w których mamy posłużyć się daną technologią są do tego przystosowane.

Wykorzystując serwisy społecznościowe trzeba się także liczyć z „podglądaniem” prywatnego życia przez uczniów, co często stanowi niedogodność dla nauczyciela.

Trzy wskazówki dla początkujących
Nie bój się. Próbuj. Baw się.
No dobrze.. nie mam lepszego pomysłu na wskazówki. Wykorzystywanie Web 2.0 wymaga tylko odrobiny odwagi i poznania różnych funkcji. I koniecznie wymaga dobrego humoru Nie można zmusić studentów/uczniów do zaangażowania, ale można wciągnąć ich w fajną zabawę edukującą.

sobota, 23 października 2010

Gadające pióro

Gadające pióro to nowy w naszym kraju gadżet z półki zabawek edukacyjnych. Stworzone zostało z myślą o nauczaniu języków obcych – przynajmniej takie odnoszę wrażenie przeglądając dostępne online materiały. Niebawem jednak będą dostępne także plansze „uczące” innych przedmiotów – biologii, geografii, historii…

Jak to działa?
Dziecko dostaje do ręki pióro i książeczkę. Książeczkę aktywujemy dotykając piórem oznaczonego pola na jednej z pierwszych kart i można zacząć zabawę. Pióro jak magiczna różdżka uruchamia kolejne nagrania – książeczka zaczyna mówić. Można posłuchać jak lektor czyta bajkę, śpiewa piosenkę,  albo jakie dźwięki wydają postacie na obrazkach.
W mojej ręce pióro leży wygodnie i myślę, że do mniejszej, dziecięcej dłoni także będzie pasowało. Egzemplarz, którym się bawiłam jest czarny z szarymi przyciskami. Wygląda trochę jak zabawkowy mikrofon.
Książeczki są ładnie wydane i nie widać na nich kodu, który pióro odczytuje. Teksty nagrane zostały przez native speaker’ów – brytyjskich i polskich. W każdej książeczce mogłam wybrać, czy chcę słuchać jej po polsku czy po angielsku. Jedna z bajek nawet śpiewała – niestety tylko po angielsku (polski głos tylko recytował tłumaczenie piosenki „la la la”).
Bardzo spodobała mi się bogato ilustrowana książeczka ze słówkami ułożonymi tematycznie. Wybierając na przykład stronę z owocami, można było usłyszeć wymowę słowa w języku angielskim, w języku polskim, a także całe zdanie z użyciem słowa – tylko w języku angielskim. Dziwne w tym tylko były polskie słowa zapisane fonetycznie (na przykład klocki - klotskee). Podobno książka dedykowana jest dla dzieci anglojęzycznych, do nauki polskiego – ale w takim razie dlaczego sentencje są tylko w języku angielskim? Tego nie zrozumiałam. Jest to jednak zupełny drobiazg. Ciekawostką w słowniczku jest możliwość nagrania własnego głosu i przypisania tego nagrania do obrazka w książce (jako alternatywnego dźwięku, nie naruszającego oryginału). Wystarczy przełączyć pióro w tryb nagrywania, dotknąć odpowiedniego pola, wcisnąć przycisk, nagrać głos – i już. Możemy sprawdzić czy nasza wymowa jest poprawna.
To jednak doprowadza mnie do obsługi pióra. Uruchamianie jest proste. Wciskam przycisk, zapala się niebieska lampka i pióro działa. Z nagrywaniem jednak miałam trochę problemów. Pomogło odsłuchanie instrukcji, jednak byłoby jeszcze łatwiej, gdyby guziki na piórze były oznakowane, przynajmniej różnymi kolorami. Tymczasem określenie „third button” nie do końca pomagało – nie wiedziałam od której strony je liczy, czy regulacja głosu liczona jest jako jeden czy jako dwa przyciski, itd.. „Red button” ułatwiłby sprawę. Kwestię kolejności rozgryzłam po wysłuchaniu wszystkich części instrukcji – a nie tylko tej dotyczącej nagrywania. Było to irytujące i nużące. Za to kiedy już nauczyłam się nagrywać cała złość prysła i znów czerpałam radość z nauki z piórem.
Do pióra można dokupić zestaw naklejek, a do każdej naklejki można przypisać inne nagranie. Naklejki są w różnych rozmiarach, najmniejsze to białe kółeczka o średnicy ok. 1 cm. To daje całkiem nowe perspektywy. Na przykład można je wykorzystać do robienia notatek głosowych w książkach. Wystarczy przykleić kropeczkę, aktywować nagrywanie w piórze i nagrać. Pióro może przechowywać do 2GB nagrań (czyli ok.70 godzin).
Osoby niedowidzące i niewidome mogą ułatwić swoje życie z piórem. Na przykład mogą „opisać” gadającymi naklejkami pudełka z lekarstwami, opakowania z żywnością, kosmetyki,...

Podsumowanie
Podobało mi się:
:) prostota pomysłu, łatwość obsługi,
:) ładnie ilustrowane książeczki,
:) wyraźna wymowa i przyjemne głosy lektorów,
:) możliwość przypisywania nagrań do naklejek (notatki głosowe w książkach),
:) możliwość łatwego zgrywania nagrań do komputera (kabel USB),
:) możliwość podpięcia słuchawek i mikrofonu (lepsza jakość nagrania).
Nie podobało mi się:
:( nieoznakowane przyciski,
:( instrukcja tylko w wersji mówionej, tylko po angielsku (i to, że musiałam odsłuchać jej od początku, zanim zrozumiałam część o nagrywaniu),
:( cena.

Oceniając plusy i minusy – zdecydowanie kupiłabym pióro dla swojego dziecka. Jest to bardzo fajna, edukacyjna zabawka. Polecam.

Pióro wypożyczyła mi firma XOS http://www.xos.com.pl/, dystrybutor piór Magic Pen i Recorder Pen oraz pięknych, mówiących książeczek dla dzieci.

Niebawem wybiorę się do zaprzyjaźnionej szkoły i pobawię się piórem razem z grupką dzieci. Napiszę jakie były wrażenia.

wtorek, 19 października 2010

SocialCamp w Krakowie

Właśnie skończył się pierwszy krakowski SocialCamp http://socialcamp.eu. Spotkanie poświęcone wykorzystaniu portali społecznościowych w propagowaniu różnych akcji. Spotkanie odbyło się na krakowskim Kazimierzu - w Ptaśku. Zebrało się więcej ludzi niż przewidzieli organizatorzy - było ciut ciasno ;) Należałoby to chyba jednak poczytać za sukces. :)
Wystąpienia były dość ciekawe, chociaż nie wszystkie do mnie trafiły. 
Opowiem o trzech:

Jestem pod wielkim wrażeniem akcji Szlachetna Paczka. Zaczęło się od grupy ludzi na jednym z krakowskich osiedli - chcieli pomóc osobom potrzebującym w ich okolicy. Postanowili przygotować paczki świąteczne dla rodzin w wyjątkowo trudnej sytuacji materialnej. Chodzili po domach, pytali czego potrzebują ludzie. Widzieli rzeczywiste problemy i chcieli pomóc się z nimi uporać. Znaleźli sponsorów, zebrali potrzebne rzeczy. Sprawili radość ludziom. Potem akcja się rozrosła na kolejne dzielnice, a dziś jest hmm.. ruchem ogólnopolskim. I tutaj wkraczają media społecznościowe. Prezentujący akcję Ela i Grzegorz pokazali model działania akcji. Udało im się "nieodczłowieczyć" tego. Pozwolili dostrzec ludzi dla których jest akcja i tych, którzy podwijają rękawy i pomagają. 
Dodam jeszcze, że to nie ckliwość całości mnie urzekła - nie przepadam za manipulowaniem moimi emocjami. Spodobała mi się siła oddziaływania ludzi na ludzi - umiejętność wciągnięcia innych do zrobienia czegoś dobrego. 
Ach i najważniejsze. Wymyślili, a właściwie nazwali nowy typ patrona medialnego - patron social mediowy, czyli ktoś, kto będzie promował akcję w swoim środowisku poprzez media społecznościowe - na blogu, tweeterze, facebooku, naszej klasie, blipie, ....

Druga akcja to Rowerem pod prąd http://www.facebook.com/group.php?gid=109887935702978. Są w Krakowie ulice jednokierunkowe, po których rowerzyści mogliby spokojnie przejechać pod prąd nie narażając nikogo. Adam, inicjator akcji, usiłuje w swoich projektach poprawić organizację miasta, według swojego pomysłu. Rowerem pod prąd to jedna z jego inicjatyw. Udało mu się znieść zakaz wjazdu dla rowerzystów na 13 krakowskich ulicach i walczy o kolejne. Jazda pod prąd czasem może znacznie skrócić drogę :) więc popieram. Chciałabym tylko żeby stosowano lepsze oznaczenia dróg rowerowych, zwłaszcza jeśli pojawiają się z dnia na dzień - ostatnio prawie nie zauważyłam rowerzysty na przejeździe rowerowym - przejeździe, którego dzień wcześniej tam nie było!
Inne pomysły Adama - przegonienie samochodów z chodników, wprowadzenie strefy osiedlowej na Kazimierzu, powiększenie strefy płatnego parkowania.. I z jednej strony super, ekologia, przestrzeń.. ale z drugiej strony, kiedy mam spotkanie w centrum, jestem spóźniona, mam mnóstwo rzeczy do przewiezienia.. czasem potrzebuję miejsca do zostawienia auta. Chociaż na co dzień wybieram komunikacje miejską (i PKP).

Na koniec jeszcze Ania. Ania zamierza zorganizować w Krakowie Pecha Kucha Night. Opowiedziała na czym to polega i że usiłuje to uruchomić w Krakowie. Super. Chętnie jej pomogę. Dziewczyna przyjechała z Wrocławia ze świeżą energią, która chce wpompować w serce małopolski. Super. Trzymam kciuki.

Podsumowując: spotkanie warte kontynuacji.  Mam nadzieję, że niebawem odbędzie się kolejny SocialCamp. Organizatorzy lekko niepewni i otwarci na nową wizję spotkania. Część dyskusyjno-imprezową warto wydłużyć, prezentacyjną zdyscyplinować. Może właśnie dzięki Pecha-Kucha?

niedziela, 17 października 2010

TEDxKrakow - zapiski z wystąpień

    15 października 2010 w Audytorium Maximum UJ odbyło się spotkanie TEDxKraków. Bardzo chciałam tam być i można powiedzieć, że spełniło się to życzenie. Nie rozczarowałam się. Zaczerpnęłam nowego oddechu.
    Poniżej moje notatki z konferencji:
  1. Uve & Gabriela von Seltmann
  2. Uve rozpoczyna swoją opowieść i już w pierwszym zdaniu wplątuje mu się "Ordnung" zamiast "order". Zastanawiam się, czy wie, że tutaj kojarzy się to z napisem na bramie do obozu w Oświęcimiu. Nie podoba mi się to słowo, ale słucham dalej. Lekka historyjka rodzinna - szczęśliwe dzieciństwo, ojciec, z którego był dumny i dziadek, o którym nikt w rodzinie nie mówi. Piękne życie. Powoli zaczynam rozumieć. Uwe dorasta. Zostaje dziennikarzem. Odwiedza Kraków. Nawiązuje przypadkową rozmowę z Żydem. - "Mogę Ci zadać kilka pytań?" - "Dlaczego chcesz przeprowadzić ze mną wywiad? Dlaczego interesuje Cię judaizm, a nie na przykład modny buddyzm? Powiem Ci - to Twoje poczucie winy. Czujesz się winny, bo Twój dziadek zabijał nas." Uwe wraca do domu. Pyta rodzinę. "Nic  nie wiem o dziadku. Chyba zmienia się pogoda…". Cisza. Temat tabu. Jakiś czas później pisze do niego starsza kobieta. Chodziła do szkoły z dziadkiem Uwego - tym, o którym nikt nie chce mówić. Opowiada mu, pokazuje zdjęcia. Jestem już w środku jego opowieści. Zastanawiam się jak się czuł oglądając zdjęcia dziadka i Himmlera. Jakiś czas później w kawiarni na krakowskim Kazimierzu poznaje kobietę. Jej dziadek zginął w Auschwitz. Pokochali się.
    Gabriela wychodzi na środek. Ma piękny głęboki głos. Z przyjemnością jej słucham. Opowiada o problemach, jakie pojawiły się przed nimi - tak niezwykłą parą. Jak ich rodziny musiały zmierzyć się z okrutną prawdą. Jej oczy błyszczą. Mówi spokojnie, z przekonaniem. Wierzę, że ich fundacja jest bardzo potrzebna. Ich świadectwo ma szansę przebić się przez ten trudny temat.
    W tym wystąpieniu podobało mi się jeszcze coś. Opowiadali o rzeczach trudnych i smutnych wywołując uśmiech. Zrobili to pięknie.
  3. Jadwiga Łopata
  4. Drobna kobieta wychodzi na środek. Ma na sobie dziwny strój - coś szarego, wieki biały kołnierz i serdak z cekinami. Jestem sceptycznie nastawiona dopóki nie zaczyna mówić. To bardzo ważny temat - walka z GMO. Walka o prawo do decydowania co będziemy jedli - żywność zmodyfikowaną, czy ekologiczną. W pierwszej serii slajdów pokazuje protesty - ludzie młodzi i starzy buntują się przeciwko GMO.  Kolejna seria slajdów to życie wioski - samowystarczalnej wioski. Produkują żywność sprawdzonymi metodami, gotują posiłki z prawdziwych produktów (nie z torebek), pracują i uczą  tej pracy swoje dzieci. Na koniec widzę nowoczesne technologie zainstalowane w wiosce - jak baterie słoneczne na dachach. Pani Łopata porusza bardzo ważny temat. Cieszę się, że mówi o tym głośno. Kiedy później próbuję z nią porozmawiać, ciągle ktoś do niej podchodzi. Cieszę się - to oznacza dużą świadomość problemu wśród obecnych.
  5. Richard Lucas
  6. Voytek the Soldier Bear. Podczas ostatniej wojny do grupy polskich żołnierzy przyłączył się niedźwiadek. Zaprzyjaźnił się z nimi i towarzyszył im w żołnierskiej doli i niedoli. Nazwali go Wojtek.  Zabawna historyjka, która pomaga młodym pokoleniom poznać historię. Ciekawy projekt.
  7. Andrew Shapiro
  8. Na początku nie rozumiałam. Bo co w tym ciekawego - facet gra na fortepianie w McDonaldach. Pan McPiano. Opowiedział jak zaczynał. Gdzie grał. A potem zaczął grać i zrozumiałam. Poczułam to. Grał piękną muzykę i przekazywał ją przechodniom w barze. To jakby serwował porcję lepszego świata. Gdyby grał w McDonalds w moim mieście pewno codziennie wpadałabym tam na kawę (chociaż kawy nie lubię). Brawo.
  9. Łukasz Cichocki.
  10. Pan Cogito. Hotel dla schizofreników. Prowadzony przez chorych, goszczący chorych. Ten temat był dla mnie za trudny, nie znam się na tym, nie rozumiem wszystkiego. Zapamiętałam, że hotel powstał w duchu nauk prof. Kępińskiego, że ważny jest tam szacunek, wysłuchanie drugiego człowieka i wsparcie.
    Zapamiętałam jeden slajd. Biały budynek, chyba park w pobliżu i brama. Otwarta brama.
  11. Ewa Gołębiowska
  12. Była sobie pewna dama, która miała głowę w chmurach… tak zaczyna się opowieść o projektowaniu. Przesłanie jest proste: Hej projektanci! Skoro już coś wymyślacie, niech będzie nie tylko ładne, ale i funkcjonalne! Czy to będzie nowy budynek, czy bilet na pociąg - liczy się jakość, a ta musi iść w parze z funkcjonalnością.
    Podobał mi się też akcent na slajdach, różowy jelonko-jednorożec.
  13. Marcin Iwiński i Michał Kiciński
  14. Strategia czarnej owcy. Ku własnemu zdziwieniu sami wymyślili ten termin. Chłopaki z CD Projekt. Stworzyli Wiedźmina - grę, która z polskiego rynku wskoczyła na światowy. Ale nie chwalili się. Zachęcali do podążania własną ścieżką. Do realizowania swoich pomysłów, nawet jeśli doradcy każą się wycofać. To tyle. Nie bać się. Ufać sobie.
    Świetne wystąpienie!
  15. Mirosław Miller
  16. Wrocław jest piękny. Każdy kto we Wrocławiu był o tym wie. Wrocławianie lubią Wrocław. We Wrocławiu powstaje ośrodek badawczy. Piękny, nowoczesny kampus. Chodzi o zatrzymanie w kraju młodych naukowców z dużym potencjałem. Projekt bardzo mi się podoba. 
  17. Paul Mankiewicz
  18. Z tego wystąpienia w mojej pamięci zostały zielone dachy. Piękne dachy pełne kwiatów, a czasem nawet pomidorów. I wiem, że dzięki nim, jest nie tylko ładniej, ale też bardziej ekologicznie. Ale danych nie przytoczę. Nie pamiętam.
  19. Ewa Sadowska
  20. Zrobiła na mnie Wielkie Wrażenie. W głosie tej kobiety była nadzieja i radość. Entuzjazm. Niezwykłe.
    W tle leciał niemy film. O ludziach. Nie wiem czy czegoś nie pokręcę, ale to chyba było tak. Rodzice pani Ewy byli bezdomni, ale ich los się odwrócił. Założyli fundację pomagającą ludziom wykluczonym wrócić do życia w społeczeństwie. Pani Ewa wychowywała się wśród podopiecznych fundacji. Dorastała poznając ich losy. Teraz pomaga także migrantom.  Pomaga przybyszom z biedniejszych krajów znaleźć swoje miejsce w nowym dla nich świecie - w krajach na zachód od Polski.
    Zapamiętałam kilka twarzy pokazywanych na filmach. Twarzy, które przeszły trudne chwile, a teraz uczą się wszystkiego od początku. A pani Ewa brzmiała jak mogłoby brzmieć światło na końcu tunelu.
  21. Sambor Dudziński
  22. To było fajne. W tle leciały slajdy z etapami powstawania home-made pianina, na którym grał. A on grał i śpiewał. Doczytałam teraz, że instrument powstawał w wiosce artystów. Miejscu, gdzie kwitnie rękodzielnictwo i życie w zgodzie z sobą i z naturą. Gdzie artysta może być sam lub z ludźmi. Występ bardzo mi się podobał, a to co doczytałam teraz jeszcze bardziej!
  23. Charles Crawford
  24. Fizyka dyplomacji. Nie wiem co myśleć o tym wystąpieniu - ja zupełnie nie wiem nic o polityce. :(
    Generalnie było na temat energii i prędkości. Nie masa, ale prędkość wpływa na siłę uderzenia. To zostało przełożone na nauki polityczne, więc ja odpadam. Chociaż zaciekawiło mnie, co będzie po Unii. Ale przeraża mnie czas kończenia się Unii, chociaż on o tym nie mówił.
    Pan Charles dostał wielkie brawa.
  25. Rafał Styczeń
  26. O tym jak dążyć do celu. O potrzebie zaangażowania się, poświęcenia się sprawie, zdyscyplinowaniu. O akceptowaniu zmian i uczeniu się na porażkach. To był wciągający wykład.
  27. Julian Rose
  28. Kolejny wykład poświęcony ekologii. Bardzo dobry wykład, jednak najbardziej podobała mi się myśl poboczna. Edukacja to serce, umysł i ręce. Mądre i prawdziwe.
  29. Jacek Paszkowski
  30. Metoda Feldenkraista. O wsłuchaniu się w siebie. "If you know what you are doing, you can do what you want".
  31. Olga Szwajgier
  32. Wow! Niesamowita kobieta. Niesamowity głos. Po prostu WOW!
  33. Paweł Moskal
  34. Projekt COSY. I chyba byłam nadal pod wrażeniem wcześniejszego wystąpienia, bo zupełnie nie wiem o czym to było. :(
  35. John Scherer
  36. Spotkanie z couchem. Świetne, zabawne spotkanie. I poczułam się lepiej, bo to była lekcja, która już przerobiłam. :) Być sobą i pracować, a to przyniesie zyski (zamiast pracować i mieć zyski aby kiedyś być sobą).
  37. Szymon Słupik
  38. Odrobina IT - magii, czyli rozszerzona rzeczywistość.
  39. Werner Meinhold.
  40. Seans hipnotyczny.
    Było rewelacyjnie! 

piątek, 8 października 2010

O Educamp raz jeszcze

30 września bieżącego roku otwarto nowy obiekt w Krakowie – Kładkę Ojca Laetusa Bernatka dla pieszych i rowerzystów łączącą dwie dzielnice miasta – Kazimierz i Podgórze. Wydarzenie to odbiłoby się wielkim echem w świecie, gdyby nie przyćmił go blask dnia poprzedniego. Dzień wcześniej bowiem, w niemal tym samym miejscu – w Drukarnia Jazz Club, odbył się pierwszy polski Educamp.
  1. Czym jest Educamp?
Educamp to nieformalne spotkanie swoim charakterem przypominające konferencję naukową. Wzięła w nim udział grupa osób związanych z nowoczesną edukacją.
Spotkanie było dziełem Piotra Peszko (http://www.goldenline.pl/piotr_peszko) aktywnego członka społeczeństwa informacyjnego. Wsparło go wiele firm zorientowanych na edukację i nowe media (pełną listę można sprawdzić na stronie projektu http://www.educamp.pl), wśród których szczególnie wyraźnie zaznaczył się portal EID oraz Edugames. Firma Verx dostarczyła zestaw tablic multimedialnych, MTB Media przygotowało oprawę internetową akcji, inni podarowali nagrody i sfinansowali imprezę. Panowie z WebShakeTV zajęli się relacją ze spotkania, a muzykę przygotował DJ Bart.
  1. Wystąpienia – w skrócie..
Wystąpienia podzielone zostały na trzy tury.
Rozpoczął Rainer Hartlep prezentując praktyczne rozwiązania wykorzystania testów online. Następni byli był Marek Hyla i Jarosław Lipszyc. Były to dwie podróże w przyszłość. Pierwsza pozostawiła w mojej pamięci obrazy sztucznej inteligencji oraz marzenie o downloadowaniu wiedzy bezpośrednio do mózgu. Druga podróż była bliższa, przez co łatwiej z nią polemizować – czy komputerowa edycja tekstu to już pisanie? czy dziecko musi uczyć się kaligrafii? Czy można pozbyć się ciężkich, zgodnych ze starymi normami podręczników, na rzecz nowoczesnych wersji elektronicznych? Nie mogę mówić za wszystkich, jednak we mnie Jarek Lipszyc obudził sprzeczne odczucia – z jednej strony biję mu brawo, a z drugiej strony czuję się niegotowa na rewolucję. To już jednak temat na inną opowieść..
Nowatorskim dla konferencji edukacyjnej pomysłem było wprowadzenie techniki Pecha Kucha. Tutaj niestety dało się odczuć brak wprawy niektórych prelegentów – za mało dynamiki, za dużo tekstu, przekroczony limit czasu. Innym jednak udało się zrobić dobre wrażenie.
Tytuł największego showmana wygrywa Mateusz Tułecki z misją czerpania korzyści z Social Web. Bardzo podobało mi się jego stwierdzenie, że traktuje serwisy społecznościowe jak filtr – po co samemu przedzierać się przez gąszcz informacji, skoro ktoś, kto na przykład Bardzo Lubi Informować Przyjaciół zrobił to za nas. Zgrabnie ujął w słowa ten pasożytniczy system czerpania wiedzy, którym posługujemy się na co dzień. I miał przy tym świetną prezentację – z obrazkiem. ;)
Jeśli zaś chodzi o prezentowane projekty szczególnie spodobały mi się dwa – wydaje.pl oraz edugames.pl. Ten pierwszy rusza niebawem i będzie umożliwiał wydawanie książek – zarówno elektronicznych, jak i z możliwością ich estetycznego wydrukowania. Zaplanowano w nim wiele ciekawych opcji – ograniczenie odbiorców do określonej grupy, współtworzenie książki, ustalanie własnej ceny, z której większość trafia do kieszeni autora. Pomysł fajny, trzymam kciuki za jego powodzenie.
Edugames.pl także wywarło na mnie dobre wrażenie. Jakiś czas temu przyglądałam się grom edukacyjnym dla dzieci dostępnym na polskim rynku i rozczarowałam się bardzo. W ówczesnej ofercie (2007/2008) nic nie zadowalało mnie w pełni. Edugames za to wydaje się działać – bawi i uczy.
  1. Atmosfera
Wysokiemu poziomowi merytorycznemu wystąpień towarzyszyła atmosfera pełna pozytywnych wibracji. Już wchodząc w podziemia DJC każdy gość witany był przez pięć uśmiechniętych studentek informatyki z Uniwersytetu Pedagogicznego. Dziewczęta przypinały identyfikatory zarażając przy tym entuzjazmem, który wraz z upływem czasu już tylko rósł. Oficjalne stroje i zwroty wszyscy zostawili w domach. Luźna atmosfera spotkania służyła budowaniu kontaktów. Wiele osób znalazło partnerów dla nowych lub istniejących inicjatyw. Nawiązano wiele nowych znajomości, a wielu osobom udało się przenieść wirtualne znajomości do świata rzeczywistego.
  1. Podsumowanie
Educamp był okazją do spojrzenia na edukację z wielu perspektyw – z jednej strony oczami nauczycieli szkolnych, ograniczonych starymi ramami, a z drugiej strony pasjonatów nauczania pracujących w dynamicznych firmach szkoleniowych, nastawionych na wdrażanie najnowszych systemów. Pojawili się ludzie zakręceni na punkcie swojej pracy, pasjonaci edukacji, chcący dzielić się doświadczeniami i jednocześnie spragnieni nowej wiedzy.
Udział w Educampie to dobrze zainwestowany czas. Do zobaczenia na następnym – tym razem w Warszawie.


O tym jak się "nieuczę"

Poprosiłam wczoraj swoich uczniów o przygotowanie prezentacji na temat ich osobistej przestrzeni uczenia się i skłoniło mnie to do zastanowienia się nad własnym Personal Learning Environment.
Mój standardowy schemat uczenia się mniej więcej wygląda tak:
Najpierw robię wszystko co zrobić się da, żeby się jeszcze nie uczyć ;) Sprzątam, wychodzę z psem, przestawiam meble, robię pranie, prasowanie, myję naczynia, przesadzam kwiatki, ... Później siadam do komputera i.. robię wszystko co się da, żeby się jeszcze nie uczyć. Sprawdzam pocztę. Odpowiadam na pocztę. Porządkuję pliki na dysku. Przeglądam RSSy. Przeglądam podcasty. Sprawdzam Facebooka. Czytam artykuły, które polecają moi znajomi. Przeglądam treści polecane przez znajomych moich znajomych… Później jest już „nad ranem” więc idę spać.
Sprawa jednak nie jest taka prosta. Na pewnym etapie wszystko to mi się zapętla. Ponieważ dla mnie praca jest hobby i przyjemnością - więc oddając się komputerowemu leniuchowaniu - już pracuję. Właściwie to przejście jest dla mnie tak płynne, że czuję się niezręcznie z myślą, że jest to praca. Z resztą rozwój osobisty stanowi element pracy. Moi znajomi interesują się tym samym, czym ja, więc podglądając ich doszkalam się. Kiedy kręcę się po domu w fartuszku gospodyni – słucham podcastów, a ostatnio też nagrań z webinarów. Czasem uruchamiam nawet taśmy ESKK. Gdy wpadnie mi do głowy ciekawa myśl, odrywam się od mopa i narażając się na własną złość za zostawianie śladów na świeżo umytej podłodze, lecę notować w komputerze albo zapytać Google. Idąc z psem relaksuję się przy audiobookach. Jadąc pociągiem zazwyczaj  mam książkę związaną z zajęciami, które akurat prowadzę. Na moją skrzynkę mailową trafia w 95% korespondencja zawodowa (Ratunku! Zgubiłam moje niezawodowe życie!). RSSy, które czytam – wiążą się z pracą. Oj, skłamałam. Jeden czytam z powodów niezawodowych. Media społecznościowe wykorzystuję do wyłapywania ciekawych pomysłów, ofert szeroko rozumianych szkoleń, wartych przeczytania artykułów… Wieczorem w wannie, czytam jak poprawiać swój warsztat nauczyciela. Leżąc już w łóżku przeglądam YouTube – filmiki, z których uczę się czegoś przydatnego do zajęć.
Oczywiście czasem siadam przy biurku tylko po to żeby się uczyć. Wtedy, gdy już zrobię wszystko co nauką niby nie jest, otwieram książkę lub stronę internetową z kursem i przeglądam, ćwiczę, notuję. Potem przygotowuję z tego materiał dla studentów – zazwyczaj prezentacje lub opisy ćwiczeń do wrzucenia na moodle.
Chyba tak to wygląda.
A może przydałoby się sprawdzić, czy rzeczywiście się tak właśnie uczę. Może nie wiem tego. Fajnie byłoby założyć dzienniczek z notatkami nt. uczenia się. Osoby odchudzające się na początku muszą zobaczyć ile jedzą - notując to, tak samo ja zobaczyłabym ile się uczę. Bo tak szczerze mówiąc, mam wrażenie, że już dawno nie musiałam naprawdę siedzieć i się uczyć.
Inna sprawa, że rzeczy, których się teraz uczę, są inne niż kiedyś. Mogę sama być menagerem swojego kształcenia – dobierać te treści, które mnie interesują, wybierać materiały i nauczycieli, które trafiają do mnie. Może uczę się leniuchując.
Ciekawa jestem, jak wygląda uczenie się moich studentów. Z wielką niecierpliwością czekam na ich prezentacje. Mam nadzieję, że czegoś się od nich nauczę.

piątek, 1 października 2010

Educamp

Nie wiem jak inni, ale ja jeszcze nie ochłonęłam. Myśli rozszalałe, akumulatory pełne, w duszy radość i nadzieje. To był EVENT pełną gębą!
Jednoosobowy komitety organizacyjny marki E-learning 2.0 zwołał nad brzeg Wisły setki ludzi, których kręcą multimedia. Ot zgraja gadżeciarzy, futurystów, szaleńców ;) Takich ludzi można tylko pokochać! Zakręceni w swojej pracy, mówiący o swoich problemach i osiągnięciach z ekscytacją, niemal z wypiekami na twarzy. Rycerze w lśniących zbrojach. Poskromiciele szkolnych bazyliszków. Fajni ludzie.

EduCamp dla mnie zaczął się w środku wakacji. Piotr wspomniał o tym jak o niewielkim spotkaniu. Nie wiem jak, ani kiedy wszystko zorganizował. Człowiek orkiestra! Educamp nabierał tempa.
W środę 29 września 2010 w Drukarnia Jazz Club pojawiło się mnóstwo ludzi. Moje piękne studentki każdego przywitały uśmiechem (Aniu, Asiu, Beatko, Madziu x2 - dzięki, dzięki, dzięki!!!). Atmosfera była swobodna. W tle dało się słyszeć rozmowy - wymianę doświadczeń i wizytówek. Niektórzy nawiązali nowe kontakty towarzyskie, inni znaleźli partnerów do pracy.
Oczywiście i prezentacje były. Zaczęło się od wizji bardzo futurystycznych, później wpadliśmy w realia. Jeszcze mam zbyt wielki mętlik w głowie, żeby wybrać najciekawsze wystąpienie. Każde na swój sposób do mnie trafiło.
Za to muszę powiedzieć to raz jeszcze - hej nauczyciele, uczmy się przedstawiania treści od biznesmenów! Gdyby oni przedstawiali swoje produkty tak, jak my przedstawiamy uczniom kolejne porcje wiedzy - mieliby pełne magazyny i puste konta.

Podsumowując: brawo i dzięki!

Teraz jestem naładowana wielka dawką energii i jednocześnie wyblakłam w swojej niewiedzy i niedoświadczeniu .
Pełen szacunek dla wszystkich!

sobota, 18 września 2010

Top ten szkolnych demotywatorów (blog Piotra - elearning 2.0)  i inny wpis z innego bloga obudziły we mnie bunt.  :(
Demotywatory fajne, numer jeden to absolutne mistrzostwo, ale litości! 
Wierzę, że więcej jest dobrych nauczycieli, takich, którzy mają serce dla szkoły i swoich uczniów. 
Nie wierzę, że nauczyciel musi być napakowany multimedialnie.
Nie wierzę, że króluje wśród nich rezygnacja.
Nie chcę w to wierzyć!

A teraz przyglądnę się swoim doświadczeniom. 
Myślę, wspominam,... Stop. 
Żeby nadal wierzyć w dobrą szkołę nie mogę wspominać wszystkich - tylko tych, którzy byli dla mnie wzorem. 
(w tym miejscu chciałabym szczególnie pozdrowić dwóch panów -- Prof Olszewskiego z II LO i Prof Cyklisa z PK: Dziękuję!)

Nie można zmienić wszystkich. Wielu nauczycieli nie można zmusić do zaangażowania. Ale w masie przypadkowych eduKATorów jest garstka takich, którzy mają dar. 

Nie tylko pamiętajmy o tym, ale pokazujmy ich właśnie!

niedziela, 5 września 2010

Projektowanie dla osób słabo czytających

Projektowanie dla osób słabo czytających: "Jak wynika z badań OECD, co drugi Polak nie rozumie prostego tekstu. Odczytanie informacji zawartej w ulotce reklamowej czy notatce prasowej przerasta możliwości wielu badanych. Polacy mają trudności ze zrozumieniem sensu informacji podawanych w telewizyjnych programach informacyjnych, nie potrafią zrozumieć instrukcji obsługi nawet prostych urządzeń, choćby żelazka. Aż czterech Polaków na dziesięciu nie umiało, po [...]"

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu nie uwierzyłabym w to. Jak to? Połowa Polaków nie rozumie co czyta?! (a liczą się tylko Ci, którzy przeszli podstawową edukację)

Dzisiaj wierzę. Czasem współpracuję z OHP - uczy się tam młodzież, która ma w życiu pod górkę. Samych dzieciaków nie znam. Znam ich nauczycieli i wychowawców i jeśli wierzyć ich relacji to wyjątek stanowi nastolatek, który czyta ze zrozumieniem. :(
I pewno do dzisiaj myślałabym, że problem dotyczy specyficznej części Polaków, ale... w maju 2010 zadałam swoim studentom zadanie. Mieli przeczytać krótki tekst i wypełnić polecenia. I było wśród nich kilkoro, którzy nie rozumieli. Większości nie chciało się czytać, inni uważali, że można wykonać zadanie "byle jak". Niestety byli także i tacy, którzy nie poradzili sobie ze zrozumieniem polecenia (chodziło o stworzenie Prezi, następnie zagnieżdżenie jej w wyznaczonym blogu, podpisując się w poście i umieszczając temat prezentacji w tytule). Nadal jest mi przykro kiedy przypominam sobie ten dzień.

poniedziałek, 17 maja 2010

Nowość: Profesjonalna prezentacja multimedialna. Jak uniknąć 27 najczęściej popełnianych błędów

Nowość: Profesjonalna prezentacja multimedialna. Jak uniknąć 27 najczęściej popełnianych błędów: "prprmuSztuka prezentacji to umiejętność, którą rzadko rozwija się w polskich szkołach albo na studiach. Tymczasem prezentacje multimedialne to najskuteczniejsza i najbardziej wszechstronna forma przedstawienia firmy bądź produktu. Dzięki nim możesz prostą drogą dojść do sukcesów w sprzedaży i komunikacji, a ponadto pomagają one przeprowadzić szkolenie lub znaleźć inwestora do realizacji swojego pomysłu. Jeśli chcesz doszlifować wiedzę związaną z prowadzeniem skutecznych prezentacji multimedialnych oraz wystąpień publicznych, to wraz z tą książką nadeszła odpowiednia chwila, by nadrobić wszelkie zaległości."


--------
Warto przeglądnąć.
Bardzo mało jest DOBRYCH pozycji o prezentacjach, chociaż jest to najpopularniejsze narzędzie w edukacji :(

Aczkolwiek, przekornie, polecam także "Błąd PowerPointa"...
Książka mówi o wadach prezentacji powerpointowskich, gloryfikując metody alternatywne.
Przeprowadziłam pewne badanie. Dwóm z czterech grup studentów zaprezentowałam pewne treści korzystając ze standardowej prezentacji. Pozostałym grupom opowiedziałam to samo wykorzystując inne metody - zalecane w książce. Tydzień później zrobiłam niezapowiedziane kolokwium (grupy miały zajęcia w tym samym dniu, i nie przygotowywały się do testu).
Porównałam wyniki. Żadnych zmian. Niezależnie od metody studenci uzyskali podobne wyniki. Wnioskuję stąd, że PowerPointa mozna używać i nadal dobrze uczyć. Wszystko zależy od wykładowcy.

sobota, 13 lutego 2010

TI w Warsztacie Nauczyciela - 3. Ogólnopolska Konferencja Naukowa i Warsztaty

Po raz kolejny już zapraszamy Państwa na konferencję i warsztaty: Technologie Informacyjne w Warsztacie Nauczyciela.
Konferencja zaplanowana została na 22 i 23 kwietnia 2010 roku. Jak zwykle będziemy zastanawiali się jak TI wpływa na szkolnictwo - jakie wyzwania stawiane są nauczycielom i jak sobie z nimi radzą, jakimi nowoczesnymi środkami rozbudzać wyobraźnię uczniów, jak motywować ich do pracy, jak czerpać radość ze współpracy z nimi.
Osobiście nie mogę się doczekać wystąpień i warsztatów. A własnie.. warsztaty. Warsztaty zaplanowano na piątkowe popołudnie. Niestety czas konferencji to jednocześnie czas egzaminów gimnazjalnych, stąd chcieliśmy, aby nauczyciele pracujący w komisjach mogli wziąć udział choć w praktycznej części spotkania. A warto - warsztaty zapowiadają się niezwykle ciekawie! Szczegóły niebawem pojawią się na stronie konferencji: www.up.krakow.pl/kmk/konferencja.
Dodam jeszcze, że w tym roku będzie także coś dla egzaminatorów ECDL. Polskie Towarzystwo Informatyczne i Krakowskie Centrum Egzaminacyjne przygotuje stoisko informacyjne i panel dyskusyjny dla egzaminatorów. Zmiany w ECDL są ogromne, jego popularność w Polsce i na świecie bezsprzeczna, przez co pojawia się potrzeba rozmów - o nowym systemie egzaminacyjnym, o nowych testach, o doborze certyfikatu dla określonej grupy docelowej (przydatne zwłaszcza w projektach współfinansowanych przez UE), i o innych sprawach...

Zapraszamy!

p.s.
A przy okazji zapraszamy do zdawania u nas egzaminów - www.up.krakow.pl/ecdl

Jing

Jing to program do screencastingu.
Aplikacja pochodzi od firmy TechSmith, w jej darmowej wersji można łatwo nagrywać zawartość ekranu – w postaci obrazka lub w postaci filmu. Ubogi brat Camtasia Studio i SnagIt pozwala łatwo wybrać obszar nagrania, nagrać (z dźwiękiem lub bez), a następnie automatycznie wrzucić plik do serwisu screencast.com.
Strona, z której można pobrać Jing: http://www.jingproject.com/
---------------
p.s.
Niniejszy post jest próbą działania dodatków do systemu Windows – konkretnie wypróbowałam Windows Live Writer (służy do dodawania postów na blogi – tak sądzę przynajmniej).

czwartek, 28 stycznia 2010

Pecha Kucha


View more presentations from alicjapw.
W skrócie: Pecha Kucha to pochodzący z Japonii system prezentacyjnego karaoke. Prelegent może pokazać dokładnie 20 slajdów, każdy slajd wyświetla się przez dokładnie 20 sekund (należy ustawić automatyczne przejścia pomiędzy slajdami).
System jest fajny, bo pozwala szybko pokazać wiele elementów, zrobić dobre wrażenie, nawiązać dobrą relację z słuchaczami.
System jest niefajny, bo nie można omówić tematu dokładnie, trzeba mieć bardzo dobre wyczucie tempa i być bardzo bardzo bardzo dobrze przygotowanym do prezentacji.
Osobiście stosuję tą technikę na początkowych zajęciach ze studentami, zmniejszając jednak liczbę slajdów do 10 i/lub skracając czas wyświetlania slajdu do 10 sekund - co innego kiedy mówią fascynaci o swojej branży, a co innego kiedy biedni studenci mówią na tak zwany "dowolny temat". 10X10 wtedy znacznie lepiej się sprawdza. ;)